Przejdź do treści

Karol Hubert Rostworowski

Urodził się 3 listopada 1877 roku w Rybnej koło Krakowa. Studiował rolnictwo w Halle, gdzie wiązał się ze środowiskami socjalistycznymi. Ten polityczny epizod w pewnym sensie wpłynął na jego wrażliwość społeczną i rozumienie postaw, sytuacji społecznych. Wiele ciepłych słów autor „Antychrysta” miał dla robotnika, którego ilustruje Felek z „Przeprowadzki” i „U mety” – archetyp zdrowia moralnego i fizycznego – człowiek ciężkiej pracy, wierny swoim ideałom, prosty i pobożny. Rostworowski pochylał się też ze współczuciem nad nędzą chłopów („Niespodzianka”). Studia rolnicze szybko porzucił, następnie znajdujemy go w konserwatorium muzycznym w Lipsku, gdzie szlifuje umiejętności gry na fortepianie, komponuje też własne utwory.

Z powodu słabego zdrowia nie może kontynuować wymagających studiów muzycznych, zapisuje się na studia filozoficzne w Berlinie. Zwiedza Europę, jego poglądy ulegają pewnym zmianom. Po kilkunastoletnim okresie zwątpienia Rostworowski staje się głęboko religijny. Tak jego przemianę scharakteryzowała Zofia Starowieyska-Morstinowa: 

Stanowisko ogólnego zwątpienia kantowskiej względności prawdy, Vaihingerowskiej filozofii «des Als-ob» było stanowiskiem nieznośnym dla jego realistycznego i w pewnym zdrowym sensie prymitywnego umysłu. Wątpiąc czuł i wierzył, że musi być prawda jedna i bezwzględna i tej prawdy szukał wytrwale i namiętnie przez lat 16. Może jest to przypuszczenie zbyt śmiałe, ale wydaje mi się, że Rostworowski, gdyby nie był doszedł przez swe badania do pełni katolicyzmu, byłby osiadł w skrajnie ateistycznym materializmie. Wydaje mi się, że jedynie pełna afirmacja, lub w jej braku pełna negacja, były stanowiskami możliwymi dla jego realnej, dogmatycznej i surowo prostej umysłowości. Może to właśnie miał na myśli, gdy ze zwykłą sobie plastycznością z właściwym sobie darem oblekania abstraktu w ciało mówił, że człowiek szukający prawdy jest podobny człowiekowi kopiącemu tunel: im dalej kopie, tym głębsze ogarniają go ciemności, a światło ukazuje się dopiero gdy całą górę przewierci i na drugą stronę się wydobędzie.

Ewolucja dotyczyła także jego poglądów politycznych – ostatecznie związał się z polskim obozem narodowym. Jak pisał ks. dr Michał Klepacz: 

„Należąc do Stronnictwa Narodowego i szerząc jego hasła, był z woli własnej tylko zwykłym szeregowcem. Ale zarazem przerastał ramy partii tak, jak przerastał ją Roman Dmowski, tak jak ponad partię socjalistyczną wyniósł się wysoko Żeromski i Strug, a nad pozytywizm Aleksander Świętochowski. On służył «Patriae». I w ten sposób podnosił wyżej małych ludzi… To też po jego śmierci wszyscy oddali mu zasłużony hołd”.

W obozie narodowym Rostworowski widział siłę posiadającą moc do zjednoczenia Polaków – może w jakimś sensie oddaje tę postawę scena ze „Zmartwychwstania”, gdzie w wymianie zdań między trzema mówcami o poglądach socjalistycznych, konserwatywnych i narodowych, mówca lewicowy zauważa, że narodowiec to synteza konserwatysty i socjalisty. Gdy tego pierwszego określa biel, a drugiego czerwień, ostatni łączy obie te barwy, które reprezentują przecież polską wspólnotę narodową.

Poza problematyką poglądów zwrócić należy uwagę na jego ogromny dorobek. Dramaty „Judasz z Kariothu” czy „Kaligula” podbiły serca polskich widzów, czytelników i krytyków. „Miłosierdzie”, „Straszne Dzieci”, „Zmartwychwstanie” wzbudzały wielkie kontrowersje i polemiki w prasie, opinie wahały się, jedni określali Rostworowskiego tanim moralizatorem, inni podkreślali alegoryczną głębię tych dzieł. Serca polskich widzów podbił także dramat „Niespodzianka”, ukazujący nędzę polskiego chłopa, tragiczne matczyne uczucie, potworną zbrodnię, ratunek w modlitwie. Rostworowski był autorem wielu innych dramatów, poetą i kompozytorem. Jako poeta w środowisku narodowym współcześnie kojarzony jest jako autor wiersza „Naprzód”, który napisał służąc w wojsku podczas wojny polsko-bolszewickiej. To jednak dramat uczynił go jednym z najsłynniejszych artystów II Rzeczpospolitej. 

Autor „Czerwonego marszu”, mimo arystokratycznego pochodzenia, żył dość ascetycznie. W opinii jemu współczesnych charakteryzował się głęboką pokorą. Tak jak żył ten wielki dramaturg, tak też umarł. Oddajmy głos raz jeszcze ks. Michałowi Klepaczowi:

To też tego pokornego sługę franciszkańskiego powieziono na cmentarz tak, jak sobie tego życzył przed śmiercią: na prostym chłopskim wozie, w ukochaną polską ziemię. Nie na Skałkę, nie na wspaniałym karawanie… Ziemią się okrył jak kożuchem chłopskim.